Film z Thomasem w tle
Przy wyborze kolejnego filmu do obejrzenia kieruję się różnymi kryteriami. Czasem jest to reżyser. Powiedzcie mi, że do kin wchodzi kolejny obraz Lasse Hallströma, a następnego dnia spotkacie mnie zapewne na sali kinowej. Innym razem wybiorę produkcję w której występuje któryś z moich ulubionych aktorów. Obejrzałem chyba większość filmów w których występuje Sandra Bullock, to takie moje wstydliwe wyznanie. Zdarza mi się obejrzeć film tylko dlatego, że spodobał mi się jego opis. Tak było z "Mostem do Terabithii", swoją drogą świetny film. Ostatnim kryterium jest to o czym film opowiada, szczególnie z uwzględnieniem znanych historycznych postaci czy jakiejś konkretnej epoki. W ten właśnie sposób wyłowiłem "The Edge of Love", film z Dylanem Thomasem w tle.
Kluczem do tego filmu jest właściwe podejście, jeśli nastawimy się na film o Thomasie, to srogo się rozczarujemy. Nie bez powodu na plakacie widać Keirę Knightley i Siennę Miller oraz słowem się nie wspomina o walijskim poecie. "The Edge of Love" to historia dwóch kobiet, które połączył właśnie Thomas. Opowiada o relacjach między żoną a przyjaciółka jednego mężczyzny. I na tej właśnie płaszczyźnie film zasługuje na uwagę. Nie otrzymaliśmy kolejnego filmu na tym samym schemacie fabularnym, tylko z inną scenerią czy aktorami. Oczywiście pewnie klisze się pojawiają, tego nie da się uniknąć.
Thomas jak już wspomniałem stanowi z jednej strony tło dla historii acz jego postać spełnia jeszcze jedną ważna rolę. Ma za zadanie uwierzytelnić całą historię. To jest właśnie ów element który ma przyciągnąć widzów do kina. Oczywiście taką osobą jest też Knightley, która w filmie prezentuje się bardzo solidnie. Od czasów "Love Actually" z zainteresowaniem śledzę kolejne produkcje w których gra, choć nie wszystkie uważam za udane, to tym razem złego słowa nie powiem. Jednak wyżej oceniam grę Matthew Rhysa czy Sienny Miller.
Film moim skromnym zdaniem, dobrze oddaje realia lat 40 XX wieku, a przynajmniej zgadza się to z moim wyobrażeniem o tamtych czasach. Trochę ciężkawy klimat, to przede wszystkim zasługa Londynu z 1945 roku. Ów niespokojny czas dla mieszkańców owej metropolii świetnie się wpisuje w całą historię. Do tego dobrze dobrana muzyka, którą skomponował Angelo Badalamenti.
Oczywiście wszystko to co wyżej opisałem, nie miało by znaczenia gdyby film był nudny, czy co gorsza nie dałoby się go oglądać. Tak na szczęście nie było, poświęcony czas tej produkcji na pewno nie uważam za stracony. Spełnił on swoją podstawową funkcję czyli zaspokoił moją potrzebę obejrzenia dobrego acz niezbyt mocno zajmującego filmu. W sam raz na deszczowy wieczór.
michuk
Naprawdę się podobało? Już nie pamiętam tego filmu bardzo dobrze (oglądałem z rok temu), co zresztą tez o czymś świadczy, ale kojarzę tylko sceny z Keirą Knightley śpiewającą w podziemnym barze (ładne "filmowe" sceny)/
Ale ogólne wrażenie jakie mi pozostało to jakaś sztuczność akcji i drętwość aktorów (szczególnie tych męskich). Raczej zmarnowana okazja na dobry film niż coś innego.
Ale może zbyt surowo oceniam. Film w końcu nie był nudny. A rywalizacja pań o Thomasa była całkiem ciekawie i oryginalnie zaprezentowana. Jak kiedyś będzie na HBO to przyjrzę się może ponownie :)
Maeg
W kategorii niezobowiązująca rozrywka na wieczór -podobało się. Inaczej chyba tego filmu traktować nie można. A w innej kategorii na pewno by nie zachwycił, ale nie taka chyba jego rola. ;)
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook